Wycieczka SK PTT na Hrobaczą Łąkę
Błoto, salamandry i boska Chmurka – czyli kolejna wyprawa Beskidzkich Powsinóg!
9 maja członkowie Szkolnego Koła PTT „Beskidzkie Powsinogi” przy Szkole Podstawowej nr 3 im. Macierzy Szkolnej w Bielsku-Białej po raz kolejny udowodnili, że żadna pogoda, żadne błoto i żaden śliski kamień nie są w stanie zatrzymać prawdziwych miłośników górskich przygód!
W sobotni poranek grupa 24 uczniów wraz z opiekunami ruszyła czarnym szlakiem w kierunku Hrobaczej Łąki. Już po pierwszych metrach wiedzieliśmy, że to nie będzie zwykły spacer. Miejscami poruszaliśmy się centymetr po centymetrze niczym zdobywcy Mount Everestu – a wszystko za sprawą błotnistej, śliskiej niczym lodowisko ścieżki. Buty tańczyły własny taniec, kijki przeżywały chwile grozy, ale humory dopisywały wszystkim wyśmienicie. W końcu, jak głosi stara i bardzo prawdziwa górska mądrość: „Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci!”
Po drodze podziwialiśmy tajemnicze salamandry, które wyglądały tak, jakby pilnowały wejścia do leśnego królestwa. Nie zabrakło również licznych kapliczek oraz emocjonującego tropienia miejsca ukrycia sekretnego źródła. Niektórzy uczestnicy byli przekonani, że lada moment odkryjemy wejście do skarbca albo przynajmniej chatkę leśnych krasnali.
Po ambitnym podejściu dotarliśmy do schroniska, gdzie rozgrzał nas aromatyczny żurek. Jednak prawdziwą legendą okazała się słynna „Chmurka” – ciasto tak pyszne, że część uczestników przez chwilę rozważała zameldowanie się w schronisku na stałe.
Pod krzyżem na Hrobaczej Łące naszym oczom ukazała się malownicza panorama okolicy. Choć pogoda była typowo wiosenna i słońce postanowiło zrobić sobie dzień wolny, nie zabrakło pięknych widoków, dobrego humoru i kreatywnych pomysłów na pokonywanie błotnych przeszkód.
Następnie zielonym szlakiem zeszliśmy do kompleksu Kamieniołomu w Kozach – miejsca, które zachwyca zarówno swoim geologicznym charakterem, jak i niezwykłym klimatem. To właśnie tam rozpaliliśmy wspólnie ognisko i upiekliśmy kiełbaski, które – zgodnie z niepisaną tradycją wszystkich wycieczek – smakowały co najmniej trzy razy lepiej niż w domu.
Na zakończenie naszej wyprawy, gdy oczekiwaliśmy na autokar, pojawiła się prawdziwa wisienka na torcie – orzeźwiające lody. Bo przecież każdy wie, że po górskiej przygodzie lody mają moc regeneracji niemal magicznej! Jedno jest pewne – Beskidzkie Powsinogi znów wróciły z plecakami pełnymi wspomnień, błota i świetnych historii. A wszystkim, którzy jeszcze zastanawiają się nad dołączeniem do naszych wypraw, możemy powiedzieć tylko jedno: w górach nigdy nie ma nudy – są za to przygody, śmiech i najlepsza ekipa pod słońcem (nawet jeśli akurat schowało się za chmurami)!


